Michalici

Niedziela Palmowa – od triumfalnego wjazdu po ból Golgoty

04-04-2020

facebook twitter
To jest niedziela, która powinna nas przebudzić, otrząsnąć i zszokować. Tu nie ma miejsca na rutynę.

Każda Niedziela Palmowa, a dokładniej Niedziela Męki Pańskiej niesie ze sobą wiele tajemnic. Osobiście za każdym razem przeżywam ją inaczej. Każdy rok daje nam mnóstwo możliwości, by przeżyć ten czas na różny sposób, a tym samym, by zobaczyć te wydarzenia od innej strony.

 

Zatrzymaj się

Kościół w tym dniu wyjątkowo proponuje nam dwa opisy ewangeliczne. Pierwszy fragment Ewangelii czytany jest na początku liturgii, gdy ma się rozpocząć procesja z palmami – słuchamy wtedy opisu uroczystego wjazdu do Jerozolimy. Lud pełen radości i entuzjazmu wita wjeżdżającego na osiołku Jezusa. Po wysłuchaniu tych słów jesteśmy zaproszeni, by również wziąć udział w procesji na wzór tamtej opisanej przez Ewangelistę – Jezusa reprezentuje tu celebrans. Z radością, która wypełnia nasze serca i euforią, że Jezus jest pośród nas, Kościół nagle, bez większych wstępów i wprowadzeń zaprasza nas w klimat Męki Pańskiej. Wielka radość nagle zostaje zamieniona w powagę i smutek, z wrzawy wchodzimy w zasłuchanie i zapatrzenie się na Jezusa – nie ma już palemek i osiołka, a jest krzyż. Radosny krzyk „hosanna” zamieniony jest w nienawistny ryk „na śmierć z Nim, ukrzyżuj Go!”

Ta niedziela mieści się w tych dwóch wielkich ramach: od uroczystego, triumfalnego wjazdu po przeszywającą od bólu pustkę na Golgocie i samotność przy grobie. To niedziela krzyku dochodzącego do Nieba, by obwieścić triumfalny wjazd i krzyku w tajemnicy Krzyża i ogromnego bólu. To jest niedziela potężnych skrajności i niewiarygodnego rozdarcia. Od euforii po nienawiść, od uwielbienia po odrzucenie, od tłumu po samotność. To jest czas, który powinien nas przebudzić, otrząsnąć i zszokować. Tu nie ma miejsca na rutynę, na kopiowanie wyuczonych już doświadczeń czy cukierkowato-jarmarcznych procesji czy może spacerów z kolorowymi palmami. Tu trzeba otworzyć szeroko swoje serce i zobaczyć potężne pęknięcie jakie uczynił w nim nasz grzech. Tu nie wystarczy pomachać palmą nawet największą, bo zrobioną na konkurs ogłoszony w parafii, ale trzeba się zatrzymać i zawołać z całego serca, z popękanych głębin bezradności – hosanna, czyli zbaw mnie Panie, zbaw mnie Jezu, potrzebuje Ciebie.

 

To także nasza historia

Codzienna liturgia Kościoła, ale chyba najbardziej liturgia Wielkiego Tygodnia pokazuje nam ludziom wierzącym, że to, czego Jezus doświadczył przez całe życie na ziemi, a szczególnie w ostatnim tygodniu, gdy przebywał w Jerozolimie jest wpisane w ludzką codzienność. Jego życie, Jego droga, Jego historia jest moją, twoją, naszą drogą, życiem i historią lub lepiej ująć to tak, że nasza droga jest naznaczona Jego drogą – On już tędy przeszedł i nasza historia dzięki Jezusowi jest historią zbawienia, historią świętą. Doświadczenie liturgii Niedzieli Męki Pańskiej, a potem codziennej liturgii Wielkiego Tygodnia jest doświadczeniem opisującym rozdzierane codziennie ludzie serce.

Ten czas w Kościele, który nazywamy Wielkim Tygodniem ma nam na nowo i z wielką siłą przypomnieć, że nie jesteśmy sami. O tym tak dobitnie słyszymy już w liturgii Słowa w piątym tygodniu Wielkiego Postu, gdy Jezus w ewangelii Janowej kilkakrotnie przypomina, że nie jest sam – w Jezusie nie jesteśmy sami. Dobry, troskliwy Ojciec czuwa nad nami. Każdy dzień Wielkiego Postu nas do tego momentu przypominał, a kulminacją doświadczenia bliskości, troski i opieki nad nami będzie Triduum Paschalne z rozświetlającą ciemności swoim blaskiem Wigilia Paschalna. Wszystko, czyli nie tylko 40 dni postu, ale całe nasze życie zmierza i zwrócone jest w kierunku jednej liturgii i z niej wszystko się rodzi, tu wszystko się zaczyna. Liturgia Wigilii Paschalnej zwraca nasze serca na wieczną liturgię, liturgię Paschalnego Baranka w Królestwie Bożym do którego zdążamy i na którą zaprasza nas sam Jezus.

Tylko świadomość, a może nawet bardziej doświadczenie tego w swoim życiu sprawia, że nie tylko jestem gotów przejść przez Wielki Post, ale przede wszystkim jestem gotów i nie boję się tego, co przynosi mi życie. Gdy widzę, że Jezus krok w krok przeszedł już wcześniej to, co teraz ja przechodzę to nie boję się w to wejść, nie chcę się cofać, nie chcę uciekać, ale wytyczoną drogą przez Jezusa otwieram się na potęgę zwycięstwa Boga. To też pomaga mi przejść przez moje upadki i niedoskonałości. Nawet, gdy coś mi się nie uda to pozwolę podnieść się Temu, którego moc udoskonala się w mojej słabości.

 

Rozpoczyna się coś ważnego

Zanim zapadnie cisza Triduum Paschalnego, nim zanurzymy się w Jego rany i ucałujemy znak naszego odkupienia dokonuje się w nas rozdarcie. Nim dokona się Pascha Chrystusa i nasza pascha musi dokonać się śmierć – Jego i nasza. To musi się dokonać i wydarzyć, by rzeczywiście przeżyć i doświadczyć namacalnie radości Wielkiej Nocy i pustego Grobu.

Za chwilę rozpocznie się Wielki Tydzień. Rozpoczyna się coś bardzo ważnego w liturgii Kościoła i w naszym życiu. Na drodze w centrum stoi Krzyż, a tuż za nim czeka na nas zwycięstwo. Jeżeli chcesz zwyciężyć, nie uciekaj od cierpienia. Im bardziej boli, tym bliżej zwycięstwa jesteś. Ten, kto ucieka od Krzyża – przegrywa. Ten, kto dzieli swoje życie z Ukrzyżowanym –zwycięża. Teraz jest czas, by swoje rany, ból, cierpienie, chorobę, samotność, opuszczenie czy zdradę złożyć z Jezusem. Teraz jest czas, by oddać Mu rozdarte i pęknięte serce. Jego serce też pękło z miłości do mnie. Z Jego pękniętego serca, rozdartego przez włócznię narodził się Kościół, narodziło się nowe życie. Teraz jest czas, by wejść w to nowe życie. Teraz jest czas, by doświadczyć paschy, przejścia ze śmierci do życia. Teraz jest czas zbawienia.